Przejdź do głównej zawartości

Katedra

Mój Bracie,

Nareszcie wiem, gdzie mieszkasz, gdzie mogę Cię znaleźć, i że mamy szansę spotkać się jeszcze na ziemskim padole. Od zaraz duch mój się ożywił. Najchętniej wyruszyłbym już teraz. Mam tu jednak dużo obowiązków, których nie mogę od tak porzucić, staram się o reputacje i uznanie. Napiszę Ci o tym więcej, lecz pozwól, że zacznę od początku.

W 1906 roku przyjąłem święcenia kapłańskie. Nie miałem pojęcia po co to w ogóle robię i komu tak naprawdę ma to służyć, mnie czy ludziom. Słyszałem głos, który mnie przekonywał, że to jest droga, którą mam obrać. Często ze zwątpieniem i wstydem spoglądam na tamten czas, bo wówczas ledwo, ledwo tylko wierzył w Pana naszego. W księdze mojego życia był marginesem, na którym zapisywałem to, czego nie rozumiem. Z czasem jednak bóg stał się treścią, a samo życie ilustracją tejże księgi. Nic już nie jest takie jak było. Żyje w zgodzie i jedności ze sobą, z ludźmi, ze światem, i z trójcą świętą. Wiedz, że bardzo późno przyszło mi to pojąć. Wielu nie przyszło tego pojąć. Modlę się za nich codziennie.

Gdy zgubiliśmy się w tłumie w kwietniu 1914 roku bałem się, że już nigdy się nie odnajdziemy, choć nie istniały żadne ku temu powody, by tak myśleć. A jednak. Długie lata miałem wyrzuty sumienia, że to przeze mnie. Pamiętam jak w końcu, po miesiącu, przyznałem się rodzicom, że niedostatecznie się pilnowaliśmy, i porwał Cię tłum w dół rzeki, do portu. Wcześniej kłamałem, że pomagasz emigrantom przedostać się do Anglii. Ojciec obraził się na mnie. Potem kilka tygodni nie było go w domu. Dopiero matka, gdy odwiedziła mnie w katedrze św. Mikołaja w Elblągu, zdradziła mi szeptem przy modlitewnej ławie, że on Cię wtedy próbował znaleźć, wręcz rozpaczliwie Ciebie poszukiwał. Ze względu na Twój dobry i ciepły charakter pokładał w Tobie ogromną nadzieję, i nawet jeśli był szorstki czy nieustępliwy niczym belfer, kochał nas, Bracie. Nawet jeśli jesteś bratem przybranym, to jesteś równie bliski memu sercu, co mój rodzony brat, Linus. Ojciec pragnął przekazać komuś swoją wiedzę i fach nauczyciela, godnego kontynuować jego metody nauczania, łączącej dyscyplinę z ojcjowską troską. Za me wstąpienie w stan biskupi chwalił mnie, jednak często wyczuwałem podczas naszych rozmów nutkę goryczy, której nie potrafił ukryć. Linus zajął się polityką, i rzeczywiście jest godnym przedstawicielem rządu, działaczem partyjnym, aktywnym obywatelem, nie można się do niego przyczepić. Ojciec czekał na Ciebie do ostatniego dnia, i odszedł ze łzami w oczach, sam widziałem. Proszę, nie traktuj tych słów jako wyrzutu. Chciałem, żebyś wiedział. Niech i Twoje serce się nieco ogrzeje, kiedy o nim pomyślisz. 

Najwyraźniej moje kłamstwo było jak modlitwa. Otrzymywałem kopie Twoich listów od naszej matki. Rzeczywiście pomagałeś emigrantom. Szkoda tylko, że zmuszali Ciebie do tego uczynku siłą. W końcu jednak sam znalazłeś się w Anglii, i udało Ci się zerwać niezbyt przyjacielskie więzi. A więc Londyn Cię w sobie rozkochał, jak wielu przed Tobą. Przepraszam za ten drobny sarkazm, jednak naprawdę mam nadzieję, że tym razem już nie siłą. Gdy czytałem Twoje listy nie rozumiałem dlaczego piszesz o planach, które nie mają nic wspólnego z powrotem do domu. Dopiero po latach rozwiązałem tę życiową zagwostkę. Miałeś swoje przeznaczenie, swoje marzenia, i obawiałeś się, że utkniesz w ciasnocie naszego regionu jako edukator pod batutą ojca. Tak też powinieneś uczynić, wrócić, i obaj dobrze o tym wiemy. Ja Tobie jednak wybaczam, że tego nie zrobiłeś. Przecież sam oddałem się w ręce boga, aby gospodarzyć w domu jego, aby prowadzić lud jego. I wtedy zakochałem się. Nie w kobiecie, lecz w obrazie. Gdy w 1925 roku, zaledwie dwa lata po tym jak zostałem proboszczem, zarządziłem restaurację zakrystii w katedrze św. Mikołaja w Elblągu, znaleziono między innymi nieco wyblakłe, lekko pozłacane, gotyckie malowidło. Przedstawiało matkę świętą z dzieciątkiem Jezus. Było tak nie doskonałe, że aż piękne. Całkowicie mnie urzekły prawda i oddanie jakie biło od jego artystycznego wyrazu. Obraz został przekazany do konserwacji, a ja zamówiłem sobie jego wierną kopię, i nigdy się z nią nie rozstaję. Zapewne Tobie równie ciężko rozstać się z morzem. Kto by pomyślał, że wychowywaliśmy się razem. 

Chciałbym się jeszcze odnieść do Twoich przeżyć. Twoja historia z ostatnich trzydziestu lat zapewne składa się z niezliczonych przygód i trudności. Z Twoich listów z łatwością można wyczytać, że jesteś człowiekiem niezwykle pracowitym, moralnym i doświadczonym, a ponadto masz dar opowiadania. Podczas biesiad jesteś najpewniej wodzirejem, przy ognisku śpiewasz szanty i sypiesz z rękawa olśniewającymi i przerażającymi historiami ze świata morskiego żeglarza i portowego weterana. Budowałeś parowce w kilku portach świata, byłeś w Singapurze, Australii, Kongu, Ameryce, chorowałeś niezliczone razy, nawiązywałeś i traciłeś przyjaźnie, kontakty, zdobywałeś i traciłeś pieniądze, o Bracie! Przywodzi mi to na myśl pewnego brytyjskiego pisarza polskiego pochodzenia, Pana Korzeniowskiego. Zmarł już ponad dwadzieścia lat temu, ale pamiętam, że po 1913 roku zrobiło się o nim głośniej. Dowiedziałem się nieco o jego życiu i przeczytałem kilka jego książek: morskich, moralistycznych, rozważających ludzką naturę. Podróżowałeś tam, gdzie on. Nie wiem czy masz podobne odczucia, obserwacje, jednak widzę po Tobie, że podróże w istocie człowieka kształcą i rozwijają. Jednocześnie trzeba być silnym i wytrzymałym. Pan Korzeniowski w końcu osiadł w Anglii całkowicie wymęczony tak psychicznie, jak i fizycznie. Nie mogę się doczekać, aby o tym wszystkim z Tobą porozmawiać.

W 1933 roku stało się, Adolf Hitler z NSADP został kanclerzem rzeszy. Nigdy się nie zgadzałem z polityką, którą promował, a wręcz się jej sprzeciwiałem, w postawie i mowie. Wiele razy miałem do czynienia z brutalnym w sposobach działania Gestapo, jednak przeżycia te są daleko mniej przyjemne od żeglowania po świecie, i daleko mniej godne ich opisywania. W końcu, po wielu przesłuchaniach, we wrześniu 1940 roku, na rozkaz namiestnika Gdańskiego okręgu, niejakiego Forstera, kazano mi się przenieść do Wrocławia, gdzie obecnie rozpaczliwie próbuję się odnaleźć. Okazuje się, że mimo mojej działalności i oddaniu, garstki lubiących mnie wiernych i kilku wspaniałych, pomocnych, dobrych ludzi, także i tu przez pewne śląskie kręgi nie jestem mile widziany. Najpewniej więc wyjadę w okolice Osnabrueck, a gdzie dokładnie, to się jeszcze okaże. Zatem widzisz, nastały czasy niełatwe. Oby to wojowanie, to politykowanie, to straszliwe szaleństwo się wreszcie skończyło. Ksiądz z boskiego powołania prowadzi wygnańcze życie. Rozwój mojej wiary rodzi się w prawdziwym bólu. Wiem jednak, że zostanę wysłuchany.

Nie wiem jeszcze jak i kiedy zorganizować nasze spotkanie. Wiedz, że bardzo mi zależy. Może na tegoroczne Boże Narodzenie uda nam się zjechać do Zakopanego całą rodziną, do Hotelu pewnych starych, dobrych przyjaciół. Postaraj się wywiedzieć jakie są na to szanse. Moja korespondencja nie dotrze do Elbląga, tym bardziej do matki, ani nawet do Zakopanego. Czekam na Twój odzew, Bracie. Bądźcie zdrowi, ty, Twoja narzeczona i  Wasi drogocenni przyjaciele. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Amen. 

Arthur Kather, 
dnia 10.10.944 roku

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odwiedziny

Szanowny Richardzie, mój przyjacielu,  chciałem Ciebie poinformować, że przyjadę w pierwszej połowie listopada. Pogoda powinna mi się trafić jeszcze nie najgorsza. Tak synoptycy twierdzą. Jednak zapewne dobrze wiesz, że równie dobrze mógłbym przepowiadać przyszłość z obierek po ziemniaku. Stwierdziłem tymczasem, że im zaufam, bowiem obawiam się zapowiadanego wyżu, i chcę się wybrać w podróż na czas. Jako Twój doradza i architekt nie mogę się doczekać, aby opowiedzieć Tobie o niesłychanym zajściu, tutaj w Paryżu. Otóż wyobraź sobie, że mój drogocenny kolega, Pan Eiffel, fachowiec najwyższej klasy, niedawno zaprezentował publicznie plany budowy wieży na wystawę światową w 1889 roku. Stalowe monstrum o wysokości trzystu metrów ma stanąć w samym centrum Paryża. Tego jeszcze świat nie widział. Możesz sobie wyobrazić jak wielka wrzawa nastanie. Społeczność Paryska się podzieli na fanatyków i buntowników. Środowiska naukowe i budowlańców będą piały z zachwytu, i zapewne każdy będzie ...