Szanowny Richardzie, mój przyjacielu,
chciałem Ciebie poinformować, że przyjadę w pierwszej połowie listopada. Pogoda powinna mi się trafić jeszcze nie najgorsza. Tak synoptycy twierdzą. Jednak zapewne dobrze wiesz, że równie dobrze mógłbym przepowiadać przyszłość z obierek po ziemniaku. Stwierdziłem tymczasem, że im zaufam, bowiem obawiam się zapowiadanego wyżu, i chcę się wybrać w podróż na czas. Jako Twój doradza i architekt nie mogę się doczekać, aby opowiedzieć Tobie o niesłychanym zajściu, tutaj w Paryżu. Otóż wyobraź sobie, że mój drogocenny kolega, Pan Eiffel, fachowiec najwyższej klasy, niedawno zaprezentował publicznie plany budowy wieży na wystawę światową w 1889 roku. Stalowe monstrum o wysokości trzystu metrów ma stanąć w samym centrum Paryża. Tego jeszcze świat nie widział. Możesz sobie wyobrazić jak wielka wrzawa nastanie. Społeczność Paryska się podzieli na fanatyków i buntowników. Środowiska naukowe i budowlańców będą piały z zachwytu, i zapewne każdy będzie chciał mieć w tym przedsięwzięciu swój udział. A mieszkańcy? Łatwo się domyśleć, jak głębokie będzie ich zdziwienie. Pewne jest, że będą się sprzeciwiać tej aestetycznej budowli, która oszpeci ich piękny, stary Paryż. Ja osobiście mam mieszane uczucia. Sam jeszcze dobrze nie wiem, co mam o tym myśleć. Pan Eiffel natomiast wydaje się być podekscytowany swoim inżynierskim majstersztykiem jak nigdy dotąd. Widziałem go w podobnym stanie, gdy doglądał prac nad statuą wolności w swojej fabryce.
Pamiętam czas, gdy ostatni raz odwiedziłem Ciebie z żoną w Wąsowie, mój przyjacielu. To był marzec 1870 roku, pilnowałem budowy Twojej uroczej willi w stylu neogotyckim. Niezmiernie się cieszę, że otrzymałem od Ciebie ponowne zaproszenie. To wspaniała wiadomość, że planujesz rozbudowę tegoż wspaniałego przybytku do rangi zamku z wielkim wyprzedzeniem, a co jeszcze lepsze, w wielkim stylu. Staranne przygotowanie zdaje się być naszą wspólną dewizą. A planowanie linii kolei wąskotorowej, która połączy pobliskie miasteczka i powiaty z nowo powstałą cukrownią będzie dla mnie zarówno wyzwaniem zawodowym, jak i ekscytującą przygodą. Chylę czoła za tak odważne metody rozwijania gospodarki naszego regionu. Już dawno temu w Ameryce pokazałeś, że masz talent do interesów. Mam Tobie, przyjacielu, naprawdę wiele do zawdzięczenia. Sprawdzony i polecony przez Ciebie lekarz, wspaniały Teofil Matecki, który zajmował się wówczas moją małżonką doskonale się spisał. To ogromny smutek dowiedzieć się, że sam zmaga się obecnie z chorobą. Aż mnie kości bolą, gdy myślę, że mogłem ją wtedy stracić. Jestem twym i Pana Mateckiego dozgonnym dłużnikiem. Naszą rodzinę nigdy nie obchodziły podziały. Taką postawę promuje się w naszym rodzie od wielu pokoleń. Najważniejsze jest to, jakim jest dany człowiek, jakim folguje wartościom, czy potrafi operować, żyć z ludźmi oraz prowadzić biznes ponad oficjalnymi doniesieniami mediów i rządów.
Ponadto z niekrytym sentymentem odwiedzę moją ojczyznę i miejsce urodzenia, żeby powspominać dziecięce lata. Początki Wielkiego Księstwa Poznańskiego były dla mej rodziny oraz jej interesu wspaniałym czasem. W końcu passa się skończyła. Latem 1832 roku mój ojciec nam oznajmił, że musimy czym prędzej wyemigrować do Moguncji, ponieważ Kongresówka do końca roku upadnie, a że Poznaniacy dość otwarcie wyrażają wsparcie dla antyrosyjskich haseł, i angażują się politycznie w konflikt Królestwa Polskiego, najpewniej autonomia WKP zostanie znacznie ograniczona. Natomiast w kolejnych latach środowisko mojego ojca przewidywało jeszcze poważniejsze reperkusje. Sam wiesz jak to wszystko się skończyło. Pamiętasz z pewnością, że mój ojciec z wieloma Niemcami miał dobre stosunki, dzięki czemu sprawnie i bezpiecznie opuściliśmy nasz ukochany region Bykowski. To właśnie poprzez ojcowskie koneksje mieliśmy okazję się poznać, a nawet zaprzyjaźnić, za co jestem ojcu i Bogu niezwykle wdzięczny. Twój nowatorski, przedsiębiorczy, odważny duch wpływa na mnie zarówno krzepiąco, jak i inspirująco.
Drogi Richardzie, ślę najserdeczniejsze pozdrowienia, nisko kłaniam się także Twej żonie i córce oraz ściskam dłoń Panu Tiedermannowi. Szczęściarz z tego chłopaka, że taką piękną panienką posiadł za żonę.
Twój przyjaciel, Grzegorz U.
Paryż, 15 Października 1884 rok
Komentarze
Prześlij komentarz